W maju 1935 roku Hitler jednostronnie wypowiedział międzynarodowe umowy, ograniczające niemieckie zbrojenia i fortyfikacje. Tym samym, zminimalizowane dotąd do trójkąta: Mrągowo - Morąg - Iława Pruska, możliwości budowy umocnień w Prusach Wschodnich zostały zniesione. Zapadła więc szybko decyzja o unowocześnieniu i rozbudowie Giżyckiej Pozycji Polowej Feldstellung Lötzen, powstałej w latach I wojny. Jej zadanie pozostawało niezmienne - miała stanowić "ostrogę" wbitą między armie nieprzyjaciela, wkraczające od południa i wschodu na teren Mazur. Obawiano się "wojny prewencyjnej", planowanej w pierwszej połowie lat trzydziestych przez Piłsudskiego, której wschodniopruska enklawa stanowić miała cel główny. Wojska polskie nacierające w kierunku Królewca zmuszone byłyby rozbić najpierw giżyckie zgrupowanie forteczne, zagrażające uderzeniem ze skrzydła. Dopiero potem można było zaatakować umocnienia wokół Królewca (Trójkąt Lidzbarski Heilsberger Dreieck) i opanować całe Prusy. Istnienie giżyckich fortyfikacji dawało więc Niemcom bezcenny czas na mobilizację i przerzut wojska z głębi Rzeszy via Bałtyk, Piławę i Królewiec.
że krótki odcinek zachodni można było obronić niewielkimi siłami w oparciu o sieć punktów oporu Giżyckiej Pozycji Polowej, a z racji swojej długości i odcinków przebiegających w otwartym terenie, bardziej zagrożony jest planowany front wschodni GRU. Dodatkowym czynnikiem była także mniejsza odległość od granicy (por. Okartowo i Wejdyki) i możliwość zaskoczenia. W rejonie Podlasia i Suwalszczyzny stacjonowały bowiem polskie grupy szybkie - Suwalska i Podlaska Brygada Kawalerii, mogące błyskawicznie wtargnąć od wschodu na obszar Wielkich Jezior i przekreślić sens obrony tego terenu. Linię nowych schronów bojowych wysunięto przed punkty oporu z lat 1915/17. Miała przebiegać od północy przez Ogonki, Przytuły, Kruklanki, Miłki, Wyszowate, Cierzpięty, kończąc na Okartowie [mapka]. Na wielu odcinkach (Kruklanki, Wyszowate, Konopki Wlk.) bojowe schrony dowodzenia stanowiły szkielet drugiej linii obrony (licząc ze starymi umocnieniami- trzeciej). Na całym odcinku wschodnim zasadnicze prace trwały do 1937 roku. Wzniesiono tu w tym okresie 179 obiektów różnego rodzaju i przeznaczenia. Podstawowym typem były schrony B1-1 i B1-1a (gr. ścian 1 m żelbetonu) z czołową płytą pancerną 7P7 grubości 10 cm, przeznaczone dla obsługi 1 ckm i sektorze ostrzału 65 stopni. W podobnej odporności wybudowano także 19 schronów dwusektorowych B1-5a i B1-7. Występowały również obiekty bojowe z dodatkowym pomieszczeniem załogi oraz dzwonem obserwatora B1-3, dodatkowym pomieszczeniem dla drużyny piechoty B1-2, B1-2a i B1-4/I oraz batalionowe schrony dowodzenia B1-27. Wybudowano dwa obiekty B1-23 z trójstrzelnicowymi kopułami pancernymi dla ckm i wyjątkowo schron B1-28 dla obserwatora artylerii (z kopułą 44P8). Rzadszym i kosztowniejszym rozwiązaniem były schrony z tzw. kazamatą pancerną 5P7 "Deckenplatte" typu B1-9 (5szt.) i dwusektorowe B1-13 (10 szt.). Zamiast stropu w pomieszczeniu ckm, stosowano w nich drugą - poziomą płytę pancerną. Obniżało to wysokość schronu o blisko metr, co znacznie utrudniało wykrycie i trafienie. Nieco później (~ 1938r.) wybudowano jedno stanowisko działka p.panc. z sekcją ckm specjalnej konstrukcji. Sektory ogniowe zaplanowano tak, aby ckm-y mogły prowadzić ogień na wprost lub skos do nacierającej piechoty. Groziło to ich zniszczeniem od ognia artylerii, decydujące było więc odpowiednie maskowanie nasypami ziemnymi i malowaniem ochronnym w kolorze zieleni lub brązu. Na zupełnie otwartych terenach stosowano także czołowe żelbetonowe osłony płyt 7P7 ze schodkowymi strzelnicami (podwyższało to miejscowo odporność do klasy B), a obiekty maskowano niekiedy jako zabudownia gospodarcze. Istotną cechą giżyckich schronów było także zaplanowanie skośnego ognia ze strzelnicy obrony wejścia i przygotowanie równi ogniowych, co dawało lepszą obronę zapola (tyłu obiektu).
Na otwartych terenach (np. Konopki-Jedamki) wszystkie schrony (nawet B1-1!) wyposażano w płytę pancerną 483P01 z tyłu obiektu, uzyskując kolejny sektor ognia ckm. Front wschodni GRU przypomina strukturę odcinka nadnoteckiego Pommernstellung, z ugrupowanymi w szkieletową drugą linię obiektami dowodzenia (B1-2a, -4I, -27). Schrony były całkowicie gazoszczelne (ze śluzą przejściową), posiadały zapasowe wyjście na wypadek zasypania, na ich wyposażeniu znajdowały się składane prycze, piecyk, filtr powietrza, zapasy żywności i wody, środki saperskie i oświetleniowe i środki walki: ckm systemu Maxim MG 08 (lub nowszy MG 34) na lawecie fortecznej, ustawionej na skrzynkowym metalowym stole mieszczącym narzędzia i przybory, zapasowe części oraz zataśmowaną część amunicji (+ zapas 40000 naboi). Użycie broni maszynowej i przeciwpancernej w schronach niemieckich przedstawiają rysunki. Schematyczne rysunki schronów niemieckich serii B1-1, 100 i innych.
Na użytek propagandy w 1939 roku największe niemieckie schrony z kopułami pancernymi nazwano "Panzerwerkami" (Pz.W.), na całym GRU znajdowało się 7 takich obiektów (licząc ze schronami B1). Łącznie na obszarze rejonu umocnionego w latach 1936-39 powstały 233 obiekty żelbetowe różnych typów. Razem z punktami oporu z I wojny było tu więc ~500 schronów. Po odjęciu nieufortyfikowanych odcinków nadjeziornych, daje to ogromne nasycenie - schron co 80 metrów. Całość prac na GRU uzupełniały fortyfikacje ziemne (transzeje maskowane czasem jako rowy melioracyjne), zasieki, ruchome zapory przeciwczołgowe na drogach. Z oszczędności (?) pozostawiono długie nadjeziorne odcinki obwodu fortecznego bez schronów bojowych i uznano widać, że "woda obroni się sama". Niestety, każdej zimy 30 kilometrowy odcinek północnego brzegu Śniardw, j. Mikołajskiego i Ryńskiego był realnie zagrożony, to samo dotyczyło 20 km odcinka Kronowo-Ogonki i parokilometrowych odcinków jezior Kruklin, Gołdopiwo i Guber. Aby temu zaradzić wytyczono w tych miejscach tzw. pozycje mobilizacyjne, przewidziane co prawda do rozbudowy - ale dopiero na wypadek wojny. Do obsady GRU potrzebowano 6 dywizji piechoty (4 na wschodzie i 2 na zachodzie), co było trudne do realizacji (siły I Korpusu wschodniopruskiego były przewidziane głównie do obrony obszaru królewieckiego). Postanowiono w zamian stworzyć przynajmniej szkielet oddziałów fortecznych przygotowanych do obsady i obrony fortyfikacji. Rozpoczęto przeszkalanie rezerwistów w wieku 35-45 lat, znanych później jako Brygada Forteczna Lötzen. Składała się ona z dwóch Pułków Piechoty Landwehry i Pułku Saperów Landwehry wzmocnionego dodatkowym batalionem, rozmieszczonych w obiektach koszarowych Twierdzy Boyen i większych miejscowości na linii umocnień. W takim stanie zastał GRU wybuch II Wojny Światowej. Rolę ubezpieczenia granicy Prus Wschodnich od lata 1939 roku przejął pas fortyfikacyjny pozycji polowych Gardeja-Biskupiec-Iława, Olsztyneckiej Hohenstein-Stellung, Szczycieńskiej Ortelsburger Waldstellung, Piskiej Johannisburg-Stellung i Oleckiej (tzw. Pozycja Legi), tak więc rejon giżycki stał się bezpiecznym obszarem zaplecza. Tu formowano wojska II rzutu: osłonową "Gruppe BRANDT" (BF Lötzen, BF Goldap + Grenzwacht) i 206 Dywizję Piechoty (dawna formacja Landwehry). Na potrzeby uderzenia korpusu Guderiana w kierunku Brzeskim zmobilizowano, wydzielono i wysłano na front wspomnianą Brygadę Forteczną Lötzen.
Przystąpiono do "odświeżania" GRU, inwenatryzując na początek schrony i wyposażenie bojowe. Wg danych niemieckiego Inspektoratu Saperów (udostępnionych mi przez Wojciecha Rużewicza :) na wyposażeniu schronów znajdowało się wówczas 259 szt. ciężkich karabinów maszynowych MG 08 oraz 8 szt. MG 34. Uzbrojenie było więc w zasadzie kompletne (brak danych o działkach p.panc.). Pozostało rozbudować umocnienia ziemne (transzeje, rowy dobiegowe) i umocnić je tzw. Kochbunkrami. Zarobił na nich ciężkie pieniądze, produkujący je masowo w swoich betoniarniach, generał straży pożarnej Fiedler - nota bene bliski przyjaciel Kocha. Żołnierze Wehrmachtu nazwali je szyderczo "Kochtöpfe" (garnki Kocha). Garnek Kocha składał się z betonowej studni o średnicy 1,2m i ściankach grubości 10 cm. z bocznym otworem wyjściowym do okopu. Wersja z GRU jest tak uproszczona, że często nie posiadała nawet "nakrywki" z listwą-podstawą dla MG 34/MG 42. Nieliczne garnki Kocha posiadały żelbetowe kopułki bojowo-obserwacyjne. Z takich samych elementów przygotowano studnie dla niszczycieli czołgów z Panzerfaustami, studnie amunicyjne zakrywano po prostu deklem. Garnek Kocha dawał prowizoryczne zabezpieczenie przed wybuchami pocisków artyleryjskich i odłamkami. Był trudnym do zlokalizowania stanowiskiem, niebezpiecznym zwłaszcza dla czołgów. Natomiast żołnierz obsługujący ckm miał z niego niewielki pożytek, gdyż i tak musiał narażać głowę podczas walki. Istniały co prawda specjalne podstawy-automaty do MG umożliwiające strzelanie z ukrycia, ale było ich niewiele i stwarzały problemy z celowaniem (peryskop). Kochbunkry stanowiły o tyle dobre rozwiązanie, że można je było masowo wytwarzać i przewozić na miejsce. Dostawiano je też do istniejących schronów, zwiększając możliwość obrony okrężnej. Ruszyły prace na odcinkach mobilizacyjnych nad jeziorami. W miejscu gdzie nie było innych obiektów, Kochbunkry zgrupowane są w gniazda oporu po 3-4 szt., występują w nich także łukowate betonowe ukrycia. Powstał wówczas mazurski "Wał Atlantycki" - czyli pozycja przeciwdesantowa na północnym brzegu Śniardw (Okartowo-Mikołajki), składająca się z umocnień polowych, rowu p.czołg i Kochbunkrów. Fragmentarycznie powrócono także do koncepcji punktów oporu Giżyckiej Pozycji Polowej. W rejonie Kruklanek zbudowano unikatowe kazamaty bojowe dla dział p.panc. oraz lekkie ukrycia piechoty. Rozpoczęto minowanie przedpola i głównych dróg, odnawiano zasieki i zapory przeciwczołgowe. Wykopano wzdłuż pozycji wielokilometrowe rowy p.czołg, także za liniami jezior (na wypadek ich zamarznięcia).
ale Hitler zadecydował o wykorzystaniu ich w operacji ardeńskiej (do czego w ogóle się nie nadawały). Braki miał zastąpić bezużyteczny Volkssturm (pospolite ruszenie), powołany po raz pierwszy we wrześniu 1944 roku właśnie w Prusach Wschodnich. Niedobory te miały zostać uzupełnione oddziałami frontowymi, wycofującymi się pod uderzeniami Armii Czerwonej. Umocnienia miały być przez nie obsadzone niemal "w biegu", z Rosjanami "na karku". Co prawda w tym rejonie stacjonowały oddziały Grupy Hauser, 23 Dywizji Piechoty, 605 Dywizji Do Zadań Specjalnych (kadrowa), 10 Brygady Kolarzy, na poligonie orzyskim 20 Dywizji Pancernej (zamienione w styczniu na 24 DPanc) i DGrenPanc "Brandenburg" pod Srokowem, ale zdziesiątkowane i rozbite w poprzednich walkach, potrzebowały pilnej "reanimacji" a nie kolejnych starć. Rosjanie również nie próżnowali, zrzucając do Puszczy Boreckiej oddział rozpoznawczy z byłym partyzantem AK Henrykiem Mereckim. Operował on w rejonie Kruklanki-Węgorzewo-Giżycko, starając się rozpoznać strukturę fortyfikacji odcinków wschodnich Giżyckiego Rejonu Umocnionego. Jego informacje uświadczyły radzieckie dowództwo w przekonaniu, że frontalny atak na rejon Wielkich Jezior jest bezcelowy.
o porzuceniu ufortyfikowanych pozycji obronnych (w tym GRU) i wycofywaniu się na zachód. Wydano rozkazy niszczenia za sobą wszelkich mostów, wiaduktów, kolei i kwater dowodzenia. Do Berlina decyzje te dotarły dopiero 25 stycznia i wywołały furię Hitlera. Jeszcze dzień wcześniej zażądał energicznej obrony Giżyckiego Rejonu Umocnionego, gdy przekazano mu z Królewca złowieszcze informacje: "4 Armia tchórzliwie przebija się na zachód. Pozostaję na miejscu i będę bronił Prus Wschodnich sam z moim Volkssturmem. Podpisano: Erich Koch". Guderian z żalem pisał potem w pamiętnikach o upadku największej, najnowocześniejszej niemieckiej twierdzy na wschodzie. Tego dnia porzucone umocnienia GRU mijały już czołówki 31 Armii Czerwonej, zmiatając w Giżycku i Węgorzewie rozpaczliwe próby obrony niemieckich formacji policji, strażaków i VS-u. Jedyna próba wykorzystania umocnień miała prawdopodobnie miejsce na odcinku Przerwanki-Kuty-Sręgielek. Do 27 stycznia wszystkie umocnienia GRU wpadły w ręce Rosjan.
Tak zakończył żywot Giżycki Rejon Umocniony.
fortyfikacjefortyfikacje schrony bunkry umocnienia fortyfikacje bunkry